niedziela, 31 maja 2015

172. Dzisiaj będzie o ogrodzie

A właściwie o jego urządzaniu.
Może na początek pokażę Wam zdjęcie z września 2008 roku, kiedy nieśmiało oglądaliśmy działkę - kandydatkę na naszą siedzibę. Zdjęcie dobrze tego nie oddaje, ale uwierzcie, że trawa jest wyższa niż dorosły człowiek, zwłaszcza na płaskiej części. Ta sucha część to skarpa o wysokości 15 metrów. Po zrobieniu tego zdjęcia wyłowiłam z nóg kilka kleszczy....


Decyzja o kupnie jednak zapadła. Dwa lata później:


Skarpa jest tak nachylona, że myślę, że nawet koń z niej spadnie, nie mówiąc o wjechaniu na nią czegokolwiek. Przed nami wyzwanie chyba do końca życia. Nie akceptujemy stanu naturalnego - bo nie chcemy kleszczy, żmij i innych stworów. A chcielibyśmy tam wchodzić na górę, żeby stamtąd po prostu patrzeć.

Pomału pokażę Wam metamorfozę naszego otoczenia. Zacznę od frontu, czyli miejsca,z którego zostało zrobione poniższe zdjęcie.

Prawie cały okres budowy miejsce przed wejściem do budynku wyglądało tak:



W czasie suszy było tak:


gdy po wcale nie jakimś ulewnym deszczu było tak:


Podłoże mamy wybitnie gliniaste, czasem trudno było wyciągnąć gumowce z tego bajora - myślę więc, że się nie zdziwicie, że urządzanie ogrodu rozpoczęliśmy od brukowania.



Dwie jasne ścieżki zbiegają się przy drzwiach domu. Jedna prowadzi do furtki, a druga... na podjazd do garażu, gdzie ułożyliśmy kółka.
I tu widać pierwszą rabatę - długą (ok.20 metrów), prostą rabatę przy płocie. Wkopaliśmy w nią kamienie - duże, płaskie łupkowe głazy, które na pozostały po budowie innego elementu w ogrodzie. Szkoda nam było ich wyrzucić, bo same w sobie są bardzo piękne.

Poniżej widać rabatę bliżej garażu. Nazywam ją "trójkątną", choć jak widać do trójkąta mało podobna.


A tutaj analogiczna rabata z drugiej strony - od strony drogi. Najbliżej płotu powstała kolejna rabata - zwana wężową. Ten wydzielony pas w środku przeznaczony jest na trawę.


To były zdjęcia z końca 2013 roku. Cały rok 2014 począwszy od lutego do listopada pracowaliśmy z mężem codziennie w ogrodzie oprócz niedziel, świąt i dni deszczowych mniej więcej od 17-18 do zmroku.

Dziś front wygląda tak:


Długa prosta rabata wzdłuż płotu:


Ogrodnik ze mnie bardzo początkujący. Wówczas potrafiłam odróżnić buraki od marchewki i niewiele więcej. W doborze roślin pomogła mi pewna pani: KLIK!
Narysowała mi, co by widziała tu i tam. Spośród roślin, które mi zaproponowała znałam nawet kilka! Np. czereśnię, śliwę, agrest... Reszta to czarna magia.
Znaczną część porad wykorzystałam, ale też wprowadziłam trochę zmian w roślinności. Całą zimę 2013/2014 studiowałam roślinki, czytałam o warunkach uprawy, nasłonecznieniu, glebie, rysowałam, liczyłam rozstawy, sztuki na metry i nie wiem, co jeszcze.

Sadzonki kupowałam kilka miesięcy. Przyjęłam zasadę, że nie będę jeździć do stacjonarnych sklepów ogrodniczych w obawie, że nawiozłabym cały bagażnik roślin,które by mi się podobały i z którymi nie wiedziałabym,co zrobić potem. Pewnie się domyślacie, że początkującym ogrodnikom podobają się właściwie wszystkie rośliny i są oni przekonani, że w ich ogrodzie wyrosną absolutnie wszystkie. Najpierw więc mierzyłam rabatki, rysowałam w skali, dopasowywałam rośliny, liczyłam rozstawy i szukałam w internecie - gdzie taniej. Chyba już wszyscy kurierzy z każdej firmy przewozowej wiedzą, gdzie mieszkam.

Wróćmy do długiej rabaty. Pod płotem rosną tawuły szare Greifsheim, nieco przed nimi wiją się wężem między kamieniami miskanty Yaku-jima. Następny rząd to liliowce Stella d'oro a obwódkę stanowią funkie Stiletto. Całość wysypałam kamieniem drenarskim. Przecież nie mogę tyle plewić!
Na razie wszystko jest małe. Miskanty i liliowce sadziłam miesiąc temu, tawuły i funkie w zeszłym roku. Funkie miały dosłownie po 2 listki i mały korzonek - ale za to były tanie - mogłam więc kupić 100 sztuk naraz. A i tak je jeszcze porozdzielałam, że posadziłam z tych stu - 170! Przyjęły się wszystkie i dziś tworzą całkiem niezłe kępki.

Na rabatach trójkątnych rosną symetrycznie: hortensja Annabelle, rododendron Calsap, przed nimi rząd kiścieni wawrzynowych i dwa rzędy berberysów Atropurpurea nana i dookoła znów funkie Stiletto. Te rabaty są oświetlone krótko - więc poszły w ruch worki z kwaśną ziemią i korą - stąd taki dobór roślin.


I tu jeszcze zbliżenie na kiścień:


I rododendron:



Tyle opowieści na dziś. Kiedyś indziej opowiem Wam o wężowej rabacie, bo mieszka na niej parę naprawdę ciekawych roślinek.

Pewnie się teraz domyślacie, czemu tak rzadko zamieszczam posty z karteczkami.... serwetkami.... frywolitkami.....


5 komentarzy:

Cienka pisze...

Znam ten gliniasty problem mamy pod chatą to samo. Co do samego ogrodu to moim zdaniem na plus jest to, że nie obsadziliście każdego kawałka przy płocie żywotnikami zachodnimi (tujami). Kompletnie nie rozumiem tego tujowego uwielbienia celebrowanego przez 90% Polskiego społeczeństwa.

Celestial pisze...

Pięknie zagospodarowałaś ten obszar. Sporo pracy Cię to kosztowało, ale teraz możesz być z siebie dumna :) I możesz teraz cieszyć oko tymi rabatkami :)

Urtica pisze...

Rzeczywiście w całym ogrodzie nie ma i nie będzie żywotników. Też nie rozumiem tej mody.
Każdego dnia rano cieszą mnie moje przednie rabatki, ale mamy jeszcze całe mnóstwo pracy z tyłu.

ALEKSANDRA P pisze...

Wszystko robi wrażenie, trudno uwierzyć że początkowo była to taka zwykła działka :) Pozdrawiam :)

Ewa Jurewicz pisze...

Scenariusz bardzo mi bliski, zaczynaliśmy identycznie od karczowania i profilowania terenu. Bardzo mi się podoba zagospodarowanie Waszej działki, wygląda to estetycznie i ciekawie. Nasadzenia grupowe wkrótce dadzą efekt. O tym czy rośliny zostały dobrane prawidłowo zdecyduje czas (bywają kapryśne) ale ten zestaw jest świetny. Jestem pewna, że za dwa, trzy lata to będzie prześliczna, zielona enklawa. Z przyjemnością będę obserwować zachodzące zmiany. Cieplutko pozdrawiam.