wtorek, 2 stycznia 2018

215. Ogród na skarpie

Wprawdzie pora roku nie nastraja ogrodowo - ale za to pozwala znaleźć odrobinę czasu na małe podsumowanie.

Na pewno niektóre osoby zauważyły, że posty dotyczące mojego ogrodu taguję hasłem "ogród na skarpie". I gdzie ta skarpa, skoro do tej pory nikt jej nie widział.

Otóż i dziś historia mojej skarpy:

Początek sięga 2008 roku, kiedy nabyliśmy dziewiczy teren:


Trawa tu rosła po pas szyję, u szczytu skarpy dzikie jeżyny nie do przebycia, kolczaste śliwy bez śladów owocowania, setki kleszczy... brrrr

W 2013 roku kończąc budowę domu nieco uładzoną skarpę zaparliśmy murem i upchnęliśmy pod nią piwniczkę.


Skarpa porośnięta gęstą trawą, z wypiętrzającymi się kępami i dołami pokopanymi przez zwierzęta nie była za bardzo zachęcająca. Większą część skarpy przykryliśmy wiosną folią budowlaną - aby słońce rozprawiło się z darnią nie do wydarcia.


Jesienią - stosując motyczkę, grabie, sznurek i własne ręce doprowadziliśmy do stanu uporządkowanego prawą część skarpy osiągając taki efekt:


Skarpa została przygotowana do nasadzeń.
W następnym - 2014 roku wiosną zakupiliśmy zieloną tkaninę ogrodniczą i mozolnie pasek po pasku kładliśmy materiał, wycinaliśmy dziury i sadziliśmy maleńkie sadzonki. We dwoje, popołudniami i wieczorami po pracy - ponad dwa miesiące opatrywaliśmy skarpę.
Wraz z początkiem lipca widok przedstawiał się tak:


Wydawało nam się, że osiągnęliśmy sukces.
Ten nieco jaśniejszy pas nad wyższym murem pokryliśmy włókniną, nie tkaniną - by posadzona tam trzmielina mogła się swobodnie czepiać ziemi, rozrastać i krzewić.
Rok później roślinki już były nieco dorodniejsze:


Choć zabolało trochę szybkie rozpadnięcie się włókniny pod trzmieliną i pojawiła się konieczność plewienia całkiem sporego kawałka ziemi. Plewiłam trzykrotnie w tamtym sezonie.

2016 rok spektakularnie odsłonił błąd, niewiedzę i brak doświadczenia:


Widzicie co się stało?


Tkanina dokumentnie się rozpadła i zaistniała bardzo realna groźba plewienia takiego obszaru.
Trudno to sobie wyobrazić.

Tak więc w 2017 roku wiosną zdjęliśmy smętne resztki zielonej tkaniny i znów we dwoje, popołudniami i wieczorami mozolnie pasek po pasku kładliśmy nową, tym razem czarną tkaninę manewrując pomiędzy całkiem sporymi roślinami.


Cieszy efekt, bo rośliny się ładnie rozrastają, kwitną i pięknie wyglądają.
W pysznym miodku łyżka dziegciu musi być - trzmielinę w tym sezonie musiałam plewić czterokrotnie.
Pomiędzy gałązkami upiął się pięknie perz, szczawiki i inne rozłogowe paskudztwa. Czwarte plewienie przelało czarę goryczy. Znalazłam ludzi, którzy kończą budowę domu i potrzebują wszystkiego co zielone. Oddałam im całą trzmielinę - ponad 120 sztuk - w zamian za samodzielne wykopanie. W tym roku szczelnie i dokładnie przykryję ten pas czarną tkaniną i coś innego posadzę.
Nie wiem jeszcze co.
I tak skarpa ewoluuje. W tym sezonie wypadły mi nie wiadomo dlaczego cztery pięciorniki pod rząd w łuku przy schodach. I świeci wybity ząb, który trzeba naprawić.

Lewą stronę skarpy zostawiliśmy czystą. Mąż ją kosi. Z mozołem, bo niełatwo. Co zrobimy? Jeszcze nie wiemy.

Wnioski: kocham to miejsce. Uwielbiam moje roślinki, warzywnik na tarasach, piękne kwiatki i jaszczurki na schodach. Uwielbiam czekać na pierwszy pąk w różach i kłosy rozplenic.
Dzięki pracy w ogrodzie przestałam się przeziębiać, mam lepszą kondycję.
To jest miejsce dla mnie.

Pozdrawiam cieplutko i życzę Wam w Nowym Roku wszystkiego najlepszego.



piątek, 22 grudnia 2017

214. Karteczki świąteczne

Czasu mało to i karteczki szybkie.




Z okazji Świąt życzę Wam, abyście w tym zabieganym świecie znaleźli czas dla rodziny i siebie również.

sobota, 16 grudnia 2017

213. Pudełko z pieczęcią

Znajomy obchodził 50 - te urodziny. Przygotowany prezent zapakowałam do koperty - pudełka:


Do stylu pudełka bardzo pasowała mi pieczęć lakowa.



Otóż niedawno nabyłam piękną pieczęć z literą S - jak Supełkologia oczywiście. Litera jest ozdobna, nieco stylizowana i co najważniejsze - bardzo dokładnie i precyzyjnie wycięta w metalu.
W komplecie zakupiłam lak. Najpierw w formie świec - podpala się knot, kapie na papier i odciska pieczęć.
No nie zadziałało to należycie - wosk kapie zbyt wolno na skutek czego płyn jest już zbyt stężony przy odciskaniu i stempel nie wychodzi jak należy.

Należało udoskonalić technologię. Zakupiłam więc specjalną łyżeczkę i lak w porcjach. 3 kawałki wrzuciłam do łyżeczki, tą umieściłam nad podgrzewaczem i poczekałam aż masa się roztopi. Wtedy całą porcję wylałam na papier, odczekałam chwilę i odcisnęłam stempel.
Wyszło doskonale!




sobota, 28 października 2017

212. Nowy Poczet Królów Polski

Nowy - nienowy.
Nienowy - bo po raz kolejny powtórzony.

A nowy - o tym nieco dalej.







A oto czemu NOWY:


Lubię przy tych albumach bawić się w szczegóły. Mieszko chrzcił Polskę - na stronie jest krzyż, Kazimierz znany jest z cegieł, Jagiełło darował miecze, Zygmunt miał znaną żonę. Z tekturek, szablonów, stempelków i mediów można wyczarowywać mnóstwo rzeczy. I jak tu obojętnie mijać sklepy z przydasiami?


wtorek, 10 października 2017

211. Mały bieżnik

W ramach pozbywania się starych nitek z szuflady - powstał mały bieżnik, którego wzór dawno już leżał i czekał na realizację.





Myślę, że Wam też jest znany problem zalegających materiałów i pomysłów. Spodobała mi się akcja Joanki prowadzącej blog o szyciu. Pomysł na cykl postów pt. "Po co to kupiłam?"
Sama mam całkiem sporo różnych dodatków robótkowych, które są rzadko używane, zwłaszcza biorąc pod uwagę częstotliwość wykonywania moich prac.
Czasem zabierając się za jakąś kartkę czy inną rzecz - wybieram sobie jakiś "przydaś" i tak planuję pracę, żeby mogło być to coś użyte.
Tak się miała rzecz z tym bieżnikiem. Nitka baaaardzo długo zalegała w szufladzie. Poszukałam więc pomysłu odpowiedniego dla niej i zabrałam robótkę na urlop. Gotowy bieżnik chwilę nabierał mocy urzędowej, zanim został wyprany i zblokowany, ale w końcu jest.


A nitki nie ma, co mnie bardo cieszy.
W kolejce czeka jeszcze trochę pozaczynanych pomysłów, kilka mocno zakurzonych projektów i marzeń takich odłożonych na kiedyś.
Może kiedyś się doczekają.

Przykłady:


Pozdrawiam cieplutko.

środa, 13 września 2017

210. Jak podarować pieniądze - nowa odsłona

Choć ta praca ma już ponad miesiąc - dopiero teraz mam okazję ją wam pokazać.

Niedawno zostałam zaskoczona zaproszeniem na ślub. No dokładnie tak - zaskoczona. Miałam zaledwie tydzień czasu, aby wymyślić coś, czego do tej pory nie robiłam, coś,czego młoda para nie znała.

Jak zawsze pomocny jest w tym internet. Pomysły zebrane z całego świata ładnie w jednym miejscu zebrała pani z bloga Dwa Ptaszki.
Spodobał mi się pomysł z malowanką - jakże to modna rzecz aktualnie. Moja malowanka jednak jest zupełnie inna.


Malowankę od początku do końca zrobiłam sama. Na kolorowych kartkach pokazałam całą historię pary od małego dziecka do dnia dzisiejszego, oczywiście w humorystyczny sposób.





A pokazywać miałam co - bo para młoda to dojrzali ludzie, którzy adoptowali niedawno dwójkę nastolatków. Książeczka liczyła ponad 40 stron - nie sposób ich więc wszystkich pokazać. Każda strona przygotowana jet na papierze w innym kolorze - kolorowanka wyszła więc kolorowa.


W pudełeczku pod malowanką wzorem z bloga Dwa Ptaszki umieściłam kredki owinięte banknotami.
Wymyślenie fabuły, opisy rysunków, wyszukanie odpowiednich obrazków do pokolorowania, wydrukowanie, złożenie i zbindowanie zajęło mi niemal tydzień. Ale warto było, bo tak bardzo spersonalizowany prezent jest po prostu jedyny w swoim rodzaju i niepowtarzalny.

Motto przewodnie - znane zapewne wszystkim:




Ogromna przyjemność towarzyszy tworzeniu takich fajnych rzeczy.



wtorek, 23 maja 2017

209. Dziecięca parasolka

Przekładana z półki na półkę, z kąta do szuflady, nieco uszkodzona i całkiem już niechciana - parasolka córki - w końcu znalazła zastosowanie.


Powieszona na wieszaczku wita gości.


niedziela, 14 maja 2017

208. Tulipany

Jako że wiosna w końcu przyszła - mogę w końcu pokazać moją wyczekaną dekorację na taras:


Coś nie posłużyło do końca szafirkom, bo zakwitły jedynie nieliczne ze stu posadzonych, ale tulipany się udały. Ogrodnictwo to zdecydowanie hobby dla cierpliwych - na efekty pracy trzeba było czekać całe pół roku.

A teraz - obrazkowa historia DIY: