piątek, 15 marca 2019

228. Frywolitka do sukienki

Oj naszukałam się ostatnio odpowiedniej sukienki! Ta za szeroka, ta za wąska, ta za duży dekolt, ta w plecach za ciasna, ta za krótka.... o rety!
No w końcu znalazłam - prawie dobrą, tzn. dobrą, ale w niezbyt twarzowym dla mnie kolorze. Ale niechże będzie ta, nie miałam czasu ani siły dalej szukać.

Pomyślałam, że poprawię ją nieco, jeśli dorobię do dekoltu coś na kształt kołnierzyka w jasnym, kontrastowym kolorze. Najlepiej kremowym, nie żółtym, nie beżowym a właśnie kremowym.
Muszę powiedzieć niestety, że polski internet nie oferuje za dużo w tym względzie, o nie! Zamówiłam pewnie z 6 różnych kordonków w nadziei, że któryś będzie odpowiedni.
Najlepsza w kolorze okazała się Muza nr 340 - kordonek z Ariadny nr 20. O kordonku tym będzie jeszcze dalej.

Początek był taki:


Sukienka pod ręką, co chwila były więc przymiarki:


Nie ma to jak zmieniać plany w trakcie pracy. Planowałam inaczej, po drugim rządku pomysł się zmienił i wiedząc, że będzie błąd - trzeci rządek zrobiłam korzystając ze starego i popularnego wzoru. Przyjrzyjcie się prawej i lewej stronie kołnierzyka - najniższy rządek nie kończy się jednakowo. Doszłam do wniosku, że prawdopodobnie oprócz mnie nikt nie będzie o tym wiedział i zdecydowałam się na takie zakończenie.


I jeszcze trzy słowa o nitce. Przykro mi to mówić, ale Muza do frywolitki po prostu się nie nadaje. Nie znalazłam żadnego innego kordonka w odpowiednim kolorze i musiałam zadowolić się tym. Muza jest bardzo kosmata, tak bardzo, że psuje efekt pięknej koronki, jaką jest frywolitka. Dobry kordonek to Aida i Limol Mercer especial (te mam w domu, ale białe). Podobno następczynią Aidy jest Freccia - równie dobra, ale nie mam i nie próbowałam z niej nic robić.
Popatrzcie na poniższe zdjęcia, powiększcie sobie jedno i drugie i oceńcie nitki:



Ta brązowa to Aida 20 - moja ulubiona, frywolitkowa nitka.

sobota, 9 marca 2019

wtorek, 5 lutego 2019

226. Kremowy dywanik ze sznurka

Najpierw zabrałam się za jasny sznurek - jest to sznurek nowosolski grubości 3 mm.

Inspirację znalazłam tu:


Jak widzicie - jest to narzuta na łóżko. Spodobał mi się wzór. Wymyśliłam sobie, że zrobię węższe pasy i krótsze i powstanie mały dywanik w konkretnym celu.

Początek był miły:


Po dorobieniu drugiego paska... hmmm... nie składają się tak jak na rysunku. To jest oczywiste przecież, bo są jednakowe.


Żeby się złożyły odpowiednio - potrzebne jest lustrzane odbicie wzoru lub odwrócenie robótki, o tak:


Ale mi się to nie podoba! Na takim grubym wzorze bardzo widać prawą i lewą stronę wzoru. Moja połowa wprawdzie nie zauważyła różnicy, ale na facetów w tym względzie należy brać poprawkę. Mój dywanik w salonie - o ten po trzepaniu lub odkurzaniu z uporem maniaka kładzie lewą stroną do góry, bo " PRZECIEŻ SĄ TAKIE SAME "

Przepisałam sobie więc wzór na lustrzane odbicie i zrobiłam następne dwa pasy.


Obrobiłam dookoła, zszyłam i zaniosłam w docelowe miejsce:


Od roku mój mąż jest użytkownikiem fotela na biegunach. Fotel ten niestety ma nie do końca dobrze wyprofilowane płozy i na twardej podłodze delikatnie przeskakuje, co zabiera przyjemność z huśtania. Dywanik ten ma posłużyć jako amortyzator, co uczyniłam, sprawdziłam i stwierdzam, że zadziałało.


niedziela, 27 stycznia 2019

225. Coś będzie...

Prawie jak w sklepie ;-)


Pierwsze efekty wkrótce.


piątek, 18 stycznia 2019

224. Pierzaki w gościnie


Smalczyk z ziarnami. Nic dodać, nic ująć.

piątek, 11 stycznia 2019

223. Mała szyszka

Jak sprzątałam dekoracje świąteczne - znalazłam coś, o czym zapomniałam napisać.
Szyszka z czapką:

wtorek, 1 stycznia 2019

222. Dekoracja z szyszek

Wprawdzie dekoracja jest zeszłoroczna ( jeszcze wczoraj była prawie nowa :-) ), ale jeszcze wisi i cieszy oczy.
Zrobiłam ją z szyszek, które nazbierałam pod pobliską sosną jakieś dwa lata temu. Wysuszyłam je i czekały na wenę twórczą.
A czasem na nią trzeba poczekać, zwłaszcza że musi wystąpić w parze z wolnym czasem - o co całkiem w dzisiejszych czasach niełatwo.


Podstawą jest styropianowa kula 15 cm, oczywiście gorący klej, wstążka, malowane szyszki, kora cynamonowa, orzechy, sztuczne gałązki świerkowe i inne świąteczne dodatki.




Życzę Wam w Nowym Roku zdrowia, pomyślności i czasu dla siebie i bliskich, żeby praca przynosiła satysfakcję a ludzie obok byli przyjaźni i mili.

czwartek, 20 grudnia 2018

221. Świątecznie

Długo mnie tu nie było wprawdzie, ale nie próżnowałam w tym czasie oczywiście. Mam nadzieję po Nowym Roku nadrobić trochę zaległości.

Na początek małe karteczki. Czasu brak to i karteczek mało, ale co roku staram się, żebym miała choć kilka do wysłania do najbliższych.
Powstały wieczorem, rano już były na poczcie. Myślę, że już są gdzie powinny.




Pokażę Wam jeszcze karmnik dla ptaków. Wykonanie go zajęło chyba 1 minutę, nieco dłużej napełnianie - bo i nadzienie porządne.
Postawiłam na parapecie - i czekam na gości.



Z okazji Świąt życzę Wam spokoju, radości i mądrego spędzenia czasu. W branżowej gazecie, która do mnie przychodzi znalazłam taki wiesz, którym chciałabym się podzielić.
Pomyślcie nad nim:

niedziela, 12 sierpnia 2018

220. Regał z książkami

Kilka lat temu doszłam do wniosku, że zdarza mi się zapomnieć, jakie przeczytałam książki. Zdarzyło mi się nawet kupić taką przeczytaną.
Postanowiłam temu zaradzić - przygotowałam więc regał, na którym ustawiam przeczytane pozycje. Świetny ten regał - można na nim ustawiać książki zarówno w wersji papierowej, jak i elektronicznej. Książki ładnie na nim wyglądają i mam je zawsze pod ręką, tak na wszelki wypadek, jakbym gdzieś zbłądziła w jakiejś księgarni.
Mój regał mieści się tu:


Za wielki to on nie jest - ma tylko 4 półki, ale też i książek nie ma na nim za wiele. Dokładnie tyle, na ile czas pozwala.


A to plany na najbliższy czas:

niedziela, 27 maja 2018

219. Kolekcja funkii

Lubicie funkie w swoich ogródkach?
Ja kiedyś ich nie cierpiałam. Dziś, jak już trochę "poogródkowałam" nieco inaczej na nie patrzę.
Ruszają wiosną dość wcześnie - cudownie obserwować kły wyrastające z ziemi.
Mają strojne liście, są różnorodne i w kolorach i w rozmiarach. Zimą ich nie ma, co bardzo lubię.
Młode sadzonki często sadzę w doniczkach i noszę po ogrodzie, gdzie mi pasuje, albo stawiam przed domem:


Nie wiem, jak nazywa się ta funkia w donicy na nóżce. Może ktoś wie? Jest kompletnie niewymagająca, rozrasta się pięknie i tworzy nową roślinę od jednego oddzielonego kła bez żadnego problemu. Posadziłam ją pod drzewami na skarpie i na rabacie na słońcu. Zobaczcie jak jej dobrze!



Poniżej hosta Blue Mouse Ears. Ta została posadzona w maju 3 lata temu jako kilkulistkowa sadzonka - rośnie więc powoli. Chyba się zadomowiła, bo ma więcej liści i są większe niż na początku.
Ma piękną barwę.


Kolejna to funkia Stiletto. Posadziłam je jako obwódki kamiennych rabat. Tym zdecydowanie lepiej jest tam, gdzie więcej cienia.


Najbardziej lubię rządek za huśtawką:


Posadziłam tutaj takie:

Frances Williams:

Prawdopodobnie Night Before Christmas, ale nie jestem pewna:

Patriot:

Fragrant Bouquet:

Mam jeszcze taką, ale też dostana i nie wiadomo jak się nazywa:


Na koniec pokażę Wam, jak kwitnie mój rododendron Calsap:


I kokorycz w kącie rabaty:


W tym roku wszystko kwitnie wcześniej niż rok temu. Ciepły maj to piękny czas, choć pracy co nie miara w ogrodzie.
Pozdrawiam cieplutko.


poniedziałek, 14 maja 2018

218. Biżuteria ogrodowa

Biżuteria ogrodowa to wszelkie piękne dodatki, które czynią, że na ogród chce się patrzeć.
Uwielbiam też piękne donice, kamienie, metalowe ozdoby. Ale nie gipsowe sarenki czy krasnale ;-)

Zimą mając nieco więcej czasu - zaopatrzyłam się w koraliki z akrylu, klej do pistoletu, żyłkę, drucik, cęgi, szczypce i małą konewkę podłubałam nieco w moim kąciku.




Korzystając z inspiracji na Pintereście zrobiłam taką oto konewkę:






Teraz, jak już donica ogrodowa została obsadzona - konewka znalazła zastosowanie:



Gdy wieje wietrzyk - koraliki pięknie się ruszają i odbijają promienie słońca.

czwartek, 29 marca 2018

217. Wielkanoc

W tym roku tylko dwie karteczki:


I jedna dekoracja, a właściwie podarunek:


Podarunek jest praktyczny - w koszyku jest szczypiorek, który można zjeść na wielkanocne śniadanie.

Pozdrawiam i życzę spokojnych Świąt.

niedziela, 11 marca 2018

216. U mnie już wiosna

Włąśnie tak. Jeszcze kilka dni temu było 14 stopni mrozu - a tu masz!


wtorek, 2 stycznia 2018

215. Ogród na skarpie

Wprawdzie pora roku nie nastraja ogrodowo - ale za to pozwala znaleźć odrobinę czasu na małe podsumowanie.

Na pewno niektóre osoby zauważyły, że posty dotyczące mojego ogrodu taguję hasłem "ogród na skarpie". I gdzie ta skarpa, skoro do tej pory nikt jej nie widział.

Otóż i dziś historia mojej skarpy:

Początek sięga 2008 roku, kiedy nabyliśmy dziewiczy teren:


Trawa tu rosła po pas szyję, u szczytu skarpy dzikie jeżyny nie do przebycia, kolczaste śliwy bez śladów owocowania, setki kleszczy... brrrr

W 2013 roku kończąc budowę domu nieco uładzoną skarpę zaparliśmy murem i upchnęliśmy pod nią piwniczkę.


Skarpa porośnięta gęstą trawą, z wypiętrzającymi się kępami i dołami pokopanymi przez zwierzęta nie była za bardzo zachęcająca. Większą część skarpy przykryliśmy wiosną folią budowlaną - aby słońce rozprawiło się z darnią nie do wydarcia.


Jesienią - stosując motyczkę, grabie, sznurek i własne ręce doprowadziliśmy do stanu uporządkowanego prawą część skarpy osiągając taki efekt:


Skarpa została przygotowana do nasadzeń.
W następnym - 2014 roku wiosną zakupiliśmy zieloną tkaninę ogrodniczą i mozolnie pasek po pasku kładliśmy materiał, wycinaliśmy dziury i sadziliśmy maleńkie sadzonki. We dwoje, popołudniami i wieczorami po pracy - ponad dwa miesiące opatrywaliśmy skarpę.
Wraz z początkiem lipca widok przedstawiał się tak:


Wydawało nam się, że osiągnęliśmy sukces.
Ten nieco jaśniejszy pas nad wyższym murem pokryliśmy włókniną, nie tkaniną - by posadzona tam trzmielina mogła się swobodnie czepiać ziemi, rozrastać i krzewić.
Rok później roślinki już były nieco dorodniejsze:


Choć zabolało trochę szybkie rozpadnięcie się włókniny pod trzmieliną i pojawiła się konieczność plewienia całkiem sporego kawałka ziemi. Plewiłam trzykrotnie w tamtym sezonie.

2016 rok spektakularnie odsłonił błąd, niewiedzę i brak doświadczenia:


Widzicie co się stało?


Tkanina dokumentnie się rozpadła i zaistniała bardzo realna groźba plewienia takiego obszaru.
Trudno to sobie wyobrazić.

Tak więc w 2017 roku wiosną zdjęliśmy smętne resztki zielonej tkaniny i znów we dwoje, popołudniami i wieczorami mozolnie pasek po pasku kładliśmy nową, tym razem czarną tkaninę manewrując pomiędzy całkiem sporymi roślinami.


Cieszy efekt, bo rośliny się ładnie rozrastają, kwitną i pięknie wyglądają.
W pysznym miodku łyżka dziegciu musi być - trzmielinę w tym sezonie musiałam plewić czterokrotnie.
Pomiędzy gałązkami upiął się pięknie perz, szczawiki i inne rozłogowe paskudztwa. Czwarte plewienie przelało czarę goryczy. Znalazłam ludzi, którzy kończą budowę domu i potrzebują wszystkiego co zielone. Oddałam im całą trzmielinę - ponad 120 sztuk - w zamian za samodzielne wykopanie. W tym roku szczelnie i dokładnie przykryję ten pas czarną tkaniną i coś innego posadzę.
Nie wiem jeszcze co.
I tak skarpa ewoluuje. W tym sezonie wypadły mi nie wiadomo dlaczego cztery pięciorniki pod rząd w łuku przy schodach. I świeci wybity ząb, który trzeba naprawić.

Lewą stronę skarpy zostawiliśmy czystą. Mąż ją kosi. Z mozołem, bo niełatwo. Co zrobimy? Jeszcze nie wiemy.

Wnioski: kocham to miejsce. Uwielbiam moje roślinki, warzywnik na tarasach, piękne kwiatki i jaszczurki na schodach. Uwielbiam czekać na pierwszy pąk w różach i kłosy rozplenic.
Dzięki pracy w ogrodzie przestałam się przeziębiać, mam lepszą kondycję.
To jest miejsce dla mnie.

Pozdrawiam cieplutko i życzę Wam w Nowym Roku wszystkiego najlepszego.