sobota, 21 listopada 2020

245. Postępy w kolorowym szaliku

 Aj nie mogłam wytrzymać i pokażę Wam szalik w trakcie roboty. Zawsze staram się pokazywać gotowe prace, ale tym razem nie mogę się doczekać końca i już muszę go pokazać:


Czasu na robotę mało, a córka co drugi dzień pyta, kiedy koniec 😉

niedziela, 15 listopada 2020

244. Nowy pomysł na szalik

 Robi się nowy szalik. Tym razem dla córki, która jest kolorowa jak papuga. Kocha wszystkie kolory tego świata - z wyjątkiem czarnego. 

Żeby sprostać zachciance - a nie zamordować się przy robieniu ze zmianami kolorów - postawiłam na kolorową włóczkę. Szalik ma jej pasować do wszystkiego ( oby nie do niczego 😉) - będzie więc kolorowy, bardzo kolorowy - będzie miał 21 barw.

Dziewiarki na pewno wiedzą, skąd wziąć taką włóczkę? Otóż po prostu zamówić - wymyśliłam, zamówiłam - i mi zrobili taką jak chciałam. Tak można na stronie Kokonki.pl

Wybrałam sobie włóczkę złożoną w 50% z wełny merynosa i 50% akrylu, czteronitkową, 1000 metrów, 6 kolorów.  I idzie to tak: 4 nitki czerwonego, 3 nitki czerwonego+1 pomarańczowa, 2 nitki czerwone+2 pomarańczowe, 1 czerwona i 3 pomarańczowe, 4 pomarańczowe, 3 pomarańczowe+1 zółta....itd przez kolor zielony, niebieski do fioletowych 4 nitek. I kolorów 6 - a barw na szaliku 21. Robotę więc robi włóczka - wzór może być prosty, i tak będzie fajnie.

Żeby nie było banalnie - postanowiłam zrobić szalik po skosie. Inspiracja przyszła stąd: klik!

Nie miałam oczywiście pojęcia wcześniej, jak zabrać się za taki szalik. Tam jest wszystko pięknie wytłumaczone, co i jak po kolei. Szczególnie edukacyjny jest rysunek konstrukcji szalika, który pięknie wyjaśnia sposób wykonania.

Ale nie jest to takie proste przy takiej włóczce. Cała nić ma 1000 metrów. Jak dobrać szerokość szalika, żeby wyrobić całą jej długość i żeby szalik był odpowiedniego rozmiaru, a nie np. 2,65 metra. Co się naliczyłam!

Najpierw zrobiłam początkowy trójkąt, taki koło 20 cm. Długość wyliczałam na kilka sposobów: z powierzchni powstałego trójkąta, z masy zużytej włóczki, a nawet z długości nitki, która poszła na 1 rządek. Wyszło, że będzie za długi. No to dorobiłam jeszcze trochę i wyszło, że przy szerokości 27 cm będzie miał 185 cm długości. Za jakiś czas okaże się, jak prawidłowe były obliczenia.

Na razie mam tyle:


Robię na drutach nr 3,5 prostym ściegiem - wszystkie rzędy prawe.

niedziela, 8 listopada 2020

243. Niebieski szal

 Gotowy!


Ma 42x175 cm. Jest puchaty, duży i bardzo ciepły. No raczej nadaje się na solidną zimę, albo do domu w jednej warstwie na plecy do pracy przy biurku.

 Praca nad nim zajęła mi koło dwóch miesięcy i przyniosła mnóstwo radości. Po zrobieniu delikatnie go wyprałam w płynie Eucalan i rozłożyłam do wyschnięcia.

 

 

Potrzeba było na niego 5 kłębków Drops Brushed Alpaka Silk, druty nr 7.

Szybko się robi takimi drutami - grube i wzoru szybko przybywa.



I już się robi następny szalik, ale o tym następny razem.

niedziela, 30 sierpnia 2020

242. Jakie druty kupić

 Zachciało mi się robić na drutach.  Naoglądałam się cudnych chust i szali robionych i na drutach, i na szydełku,  takich gładkich i ażurowych, kolorowych i jednobarwnych, puchatych i bez meszków...

Ach....  przecież mogę i ja sobie zrobić takie cudo!

Na początek łatwiejszy będzie szal, bo to prostokąt, nic nie trzeba dodawać, ujmować. Nabrać trzeba na drut oczka i przerabiać prosto jakimś ażurowym wzorem. Proste!

Potrzebuję tylko włóczkę,  druty chyba mam. No to do komputera i zaraz wybiorę włóczkę.

Taaaa.....

Moja wiedza na temat  włóczek zatrzymała się na akrylach i anilanie z jeleniogórskiego Aniluxu.

To co zobaczyłam w sklepach przyprawiło mnie o zawrót głowy. Taki wybór!

No to najpierw edukacja, blogi dziewiarek i inne źródła.  W końcu wybrałam włóczkę złożoną z alpaki 77% i jedwabiu 23% firmy Drops: Brushed Alpaca Silk. 


Kolor niebieski, taki jak dżinsy. Włóczka jest z włoskiem, cudnie miękka i przyjemna.

Tylko gdzie  są moje druty...

Ostatnio robiłam na nich sweterek i spódniczkę z różowego moheru mojej dwuletniej córci. Dziś ta córcia ma 23 lata... 

A nie, jeszcze niedawno ( tak ze 12 lat temu...) robiłam serwetkę na skarpetkowych drutach. 


 Jak widać, dziewiarka ze mnie na 102.

W końcu znalazłam je w zakurzonym pudle na strychu:


To ci skarbiec... tylko wybrać nie ma z czego...

No to czytamy w internecie - jakie druty do tej włóczki kupić.

No co ja się z tym namordowałam!

Tak więc:

Druty mamy: proste i na żyłce

Albo:

aluminiowe, teflonowe, metalowe, drewniane i z tworzywa sztucznego.

Druty na żyłce sprawdzają się w sumie lepiej, gdyż są bardziej uniwersalne ( posłużą do różnorodnych robótek) i oszczędzają ręce i nadgarstki. Na prostym drucie trudno utrzymać całą,  nierzadko dużą robótkę, na żyłce swobodnie leży na kolanach.

Do tej włóczki producent poleca druty nr 5, doświadczone dziewiarki - grubsze. Zdecydowałam, że kupię nr 7, na żyłce. 

I tu uwaga: 



W tych drutach z żyłką oznaczonych jako 60 cm żyłka ma...34 cm! I nie tylko w tych. To jest standard mierzenia drutów z żyłką. Podana długość  to długość całości - od czubka do czubka drutów! Idźmy dalej: jak się kupuje samą żyłkę do dokręcania do drutów, np taką:


 


to ona ma nie 80cm, a 58cm. 80 cm jest razem z drutami, do których jest przeznaczona.

Ja nie miałam o tym pojęcia. 

No i kupiłam niewygodne, za krótkie druty. To odkrycie zmobilizowało mnie do dalszego śledztwa dotyczącego tym razem materiału, z którego wykonane są druty. 

No więc tak: najstarsze chyba druty aluminiowe,  teraz już często powlekane powłoką teflonową:


Czubek mają dobry, ale żyłka jest twarda, mało elastyczna, byle jak przyłączona do druta, mocno zahacza włóczkę. Zapłaciłam 8 zł. Jaka cena - taka jakość. 

Uważam, że nie nadają się do pracy. Robienie szala to dla mnie wiele godzin pracy. Drut powinien to ułatwiać, nie utrudniać.

Następne w kolejce to druty metalowe:



Drutów metalowych jest pełno na rynku, różnych. Moja ocena dotyczy tych konkretnych ze zdjęcia.  Te były w sklepie, te kupiłam i o nich mam swoje zdanie. 

Druty zdecydowanie wysokiej jakości. Bardzo gładkie, żyłka przyłączona doskonale, nic nie haczy. Oczka jadą po nich doskonale, tak, że niewprawnym dziewiarkom mogą aż spadać. Ja tam wprawna nie jestem, ale tak lubię. Żyłka jest nieco twarda i lubi się zwijać, ale myślę, że jak będzie większa i cięższa robótka, to się  ułoży. Czubki są nieco zaokrąglone, niezbyt ostre. Ja tak nie lubię, wolę ostrzejsze czubki.

Myślę, ze cena idzie w parze z jakością - ponad 30 zł.

Następne to innowacyjne dla mnie druty z tworzywa, ergonomiczne:



Zobaczcie, jakie mają końcówki  - z kroplą na końcu!  Ta kropelka doskonale chwyta włóczkę - zawsze za pierwszym razem i łatwo ją przewlec przez oczko. I łatwo wchodzą w robótkę - czego prawdę mówiąc się nie spodziewałam. Żyłkę mają wspaniałą - metalową, gładziutką, nic a nic się nie zwija. I są białe - to zaleta przy ciemnym kolorze włóczki. Są gładkie, ale oczka suwają się nieco opornie. Ja tak nie lubię, ale ogranicza to spadanie oczek z druta. Myślę, że będą doskonałe do bardzo śliskich włoczek. Są też wygodne do ręki, bo mają trójkątny fragment tam, gdzie się trzyma.

Dobrej jakości, zapłaciłam 32 zł.

I ostanie druty: drewniane z przykręcaną żyłką:


Te druty są piękne jak biżuteria . Drewno ma swój urok. Mają przykręcaną żyłkę (można ją kupić w różnych rozmiarach). Gwint precyzyjny, połączenie wysokiej jakości, nic nie zahacza. Same druty gładkie,  przyjemne w dotyku, oczka idą po nich pośrednio: lepiej niż po białych, wolniej niż po metalowych. Czubki ostre, żyłka nie zwija się. Najdroższe z całej trójki: ok. 50 zł komplet - druty i żyłka. 

Gdybyż jeszcze były w jasnym kolorze! Ciemne druty i ciemna włóczka...  muszę mieć dobre światło, albo robić w dzień ( niewykonalne niestety...).


Wszystkie trzy opisane druty są firmy Prym. Wszystkie wysokiej jakości, każde mają swoje zalety, no jakąś wadę niestety też. 

Po białych za wolno mi idą oczka, do metalowych mam za lekką robótkę i żyłka się trochę zwija, drewniane za ciemne...

Doszłam do wniosku, że najmniejsza wada to ten kolor - zostanę przy drutach z drewnianych z wymienną żyłką. Następny szal natomiast będzie kremowy! Albo chusta.

Na koniec pokażę Wam zmagania ze ściegiem: wykopałam z domowych czeluści włóczkę, akrylową, a jakże, pamiętającą jeszcze niemieckie marki


I zrobiłam próbkę wzoru, którym będę robić szal:


Wzór będzie ten, który jest najbliżej druta. W sumie łatwy, choć zrozumienie zasady chwilę mi zajęło. A tu próbka na niebieskiej włóczce:



Myślę, że po zblokowaniu ażur  będzie bardziej widoczny.

Ufff..... ale było długo. Ale może komuś się przyda. Sama straciłam sporo czasu, zanim doszłam do takiej wiedzy, która pozwoliła mi wybrać druty, z których będę zadowolona.

poniedziałek, 24 sierpnia 2020

241. Dywanik do łazienki

 Mój dawno kupiony kremowy sznurek w końcu  nabrał mocy urzędowej i został przekształcony w użyteczny przedmiot.

W zasadzie to powinnam częściej wymiatać zapasy z szaf i szuflad...

Ale to chyba stara bolączka wszystkich rękodzielniczek - zakupy i zapasy. 


Za wielki to może nie jest - bo ma zaledwie 73 cm średnicy.

Przyczyny są dwie: miałam tylko tyle sznurka, bo to reszta z dywanika pod bujany fotel.

Jasny kolor dywanika i jego miejsce w domu generują częste pranie - musiał więc mieścić się łatwo do pralki.

Dywanik był już i prany, i trzepany. Nic nie stracił na urodzie i nie uzyskał nowego, niespodziewanego kształtu - tak więc egzamin zdał.

Po praniu i wirowaniu ułożyłam go na podłodze, wyrównałam i zostawiłam do wyschnięcia. 



Cieszy oczy i .... masuje stopy 😁

Wzór, z którego skorzystałam jest tutaj : klik!


Dziękuję bardzo za miłe komentarze pod ostatnim koszyczkiem. Cieszę się, że się Wam spodobał.


Tymczasem idą do mnie nowe zakupy. Takie całkiem nowe - bo zamierzam zrobić coś użytecznego dla siebie, czego do tej pory nie robiłam. Już nie mogę się doczekać. Wkrótce się pochwalę, co to takiego.


sobota, 8 sierpnia 2020

240. Koszyczek ze sznurka

Co jakiś czas nachodzi mnie na zakupy, jak i was pewnie. Zapasów niemało wprawdzie, ale zawsze się okazuje, że to coś się baaardzo przyda... Miały mi się przydać grube sznurki. Miał być dywanik, torebka, koszyczek, plecaczek... ajaj, nie wiem co jeszcze. Zakupy zrobiłam tym razem ( a właściwie tamtym razem, bo trochę dawno to było) stacjonarnie - wprost w sklepie firmowym Kordonków Nowosolskich. Wracając z wakacji przejeżdżałam przez Nową Sól - no grzech nie skorzystać. A co się tam napatrzyłam...

Kupiłam sznurek 5mm gołębi i biały. Z gołębiego robi się dywanik. Tak, robi się i robi, i jakoś końca nie widać. Biały nabierał mocy urzędowej i czekał na pomysł.

Aż pomysł przyszedł nagle! Bach i już wiem co będzie, będzie fajne i będzie teraz zaraz, nie może czekać ani 5 minut! Pomysł wpadł w oko na Pintereście, tam też wyszukałam ścieg, który by się nadawał do tego sznurka.

Taaaa.... żeby to było takie proste...

Cud, że nie złamałam szydełka. Przy mojej tendencji do ściskania robótki wkłuwanie szydełka w odpowiednie miejsce łatwe nie było. Ale w końcu jest! Po tygodniu dłubanek praca skończona:

Koszyczek z pokrywką.

Jednak ciasne robienie w rezultacie dało tutaj bardzo pożądany efekt - koszyczek jest sztywny, wręcz twardy, a pokrywka naprawdę stabilna. Wszystkie końcówki starannie zaszyłam - więc kiedy się zakurzy, albo zabrudzi - hop do pralki i będzie jak nowy. Trzeba go będzie tylko uformować na wilgotno, ponaciągać tak, żeby odzyskał kształt. 

 

Ścieg wybrałam doskonały do tego sznura i tego modelu. Sposób robienia generuje wprawdzie lekkie ukosowanie , ale gubi się to w ogólnej ocenie. 

I właśnie ten koszyczek wypełniony po brzegi kartkowymi przydasiami pojechał do Celestial - autorki tysięcznego komentarza.

Dziękuję wszystkim, którzy tu do mnie zaglądają, a w szczególności komentatorom - bo to właśnie te notki dodają radości i motywacji.

A koszyczek niech służy i cieszy oczy ☺


poniedziałek, 3 sierpnia 2020

239. Niespodzianka

Spotkała mnie baaaardzo miła niespodzianka!

Czy Wy zaglądacie w Bloggerze do działu komentarzy? Ja tam zaglądam niezmiernie rzadko, gdyż na co dzień widzę wasze uwagi w powiadomieniach. Dzięki temu widzę je zaraz po napisaniu i opublikowaniu.
Cieszą mnie wasze komentarze niezmiernie i bardzo, bardzo za wszystkie dziękuję.
Kiedy niedawno zajrzałam do działu z komentarzami - zauważyłam, że pod ostatnim postem został zamieszczony tysięczny komentarz. Numer 1000! Jakoś nigdy ma to nie patrzyłam - a tu taka niespodzianka.

No to skoro ja mam niespodziankę i radość od Was - to będzie i niespodzianka ode mnie. Osoba, która napisała ten tysięczny komentarz otrzyma... no nie, nie zdradzę co otrzyma, bo zepsułabym niespodziankę!
To coś przygotowałam specjalnie dla niej - praca jest nowa, zrobiona w ostatnim tygodniu. No dobra, coś zdradzę - zrobiłam to na szydełku. Jak prezent dotrze na miejsce - wtedy dopiero pokażę na blogu.

No to teraz najważniejsze: KTO TO JEST?


No to już wiadomo - Celestial - do Ciebie pojedzie niespodzianka!
Napisz proszę na sobiepaniania@gmail.com - ustalimy szczegóły.

Jeszcze raz Wam dziękuję za komentarze, za wizyty i bycie tutaj ze mną.

czwartek, 16 lipca 2020

238. Podpora do clematisa

Uwielbiam metaloplastykę, zwłaszcza w ogrodzie. Może jednak trzeba uściślić: uwielbiam cieszyć oko pięknymi ozdobami z metalu, bo z posiadaniem to nie tak prosto. Tanie niestety nie są.
A popatrzeć sobie razem ze mną na urokliwe detale możecie na moim Pintereście - o tu!

Ale czasem takie cuda można dostać w prezencie!
Otóż w zeszłym roku z okazji rocznicy ślubu, takiej znaczącej, bo 25-tej - dostaliśmy w prezencie piękny stojak do pnącza.



Pnącze jeszcze nieduże, ale mam nadzieję, że za rok-dwa rozrośnie się pięknie i obejmie całą podporę.

niedziela, 21 czerwca 2020

237. Jaśminowy śnieg

Tak pięknie zakwitł jaśmin:

niedziela, 29 marca 2020

236. Serwetka Brenna

Serwetki są w sumie staroświeckie, w nowoczesnych domach chyba rzadko się je widuje. A ja je tak lubię! Pewnie dlatego, że sama je robię. Nie jakoś tam dużo, ale trochę już ich mam.

Tym razem miała być to serwetka do koszyczka. Ale nie będzie, bo okazała się zbyt gęsta i sztywna.


Autorką wzoru jest Patricia Kristoffersen - jej serwetki są skomplikowane, wymyślne, często niełatwe ale zazwyczaj przykuwają wzrok swoją urodą. Oryginalna Brenna jest dużo mniejsza - ma tylko 1 rząd okolonych dziurek. Ja skorzystałam z rozszerzonej wersji, żeby serwetka była większa.
Ta u mnie ma 33 cm średnicy. Byłaby na pewno jeszcze większa, gdyby nie moja przypadłość, że zawsze biorę do danej nici szydełko mniejsze, niż zaleca producent. I ciasno i zwięźle plotę oczka i słupki. I mam tendencję do cienkich kordonków.
Ale za to moje serwetki są trwałe, nie rozwlekają się, służą wiele lat prane i prasowane.


Raz już korzystałam z wzoru Patricii, słynnej już chyba na cały świat serwetki Splendid:



niedziela, 22 marca 2020

235. Patent na klucze

Lubicie szukać kluczy w torebce? Zwłaszcza takiej większej, takiej z czarną albo inną ciemną podszewką? Nie wiem jak u Was, ale u mnie klucze są zawsze na samym dnie... pod notesem, portfelem, chusteczkami, kosmetyczką i wszystkim, co w torebce jest. Namierzyć je z torbą pełną zakupów w drugiej ręce nie sposób. Nie pomogło nawet doczepienie do kluczy wielkiego różowego futerka - choć nie powiem, ułatwiło nieco szukanie.


I wymyśliłam na to patent.

Czy wiecie co to jest?


Otóż to jest zapięcie do futer.
Pozbyłam się tej części z białym paskiem i samą klamerkę wszyłam do torebki tak, aby była dostępna dla ręki, kiedy torba wisi na ramieniu.


I to był strzał w dziesiątkę. Bardzo łatwo się tu wiesza klucze na kółku - bez udziału drugiej ręki, bo zapięcie właściwie samo się uchyla. I równie łatwo się je zdejmuje. I te klucze zawsze tu są i można je znaleźć po omacku.


A jak ktoś ma dużo kluczy, to można wszyć więcej takich wieszaczków.

niedziela, 29 grudnia 2019

234. Oj mało robótek, mało...

Niestety doba jest trochę za krótka, nie uważacie?
Albo może trzeba by było nauczyć się mniej spać? Tak np. ze 2 godziny na dobę.
A tak to trzeba wybierać - albo się zrobi jedno, albo drugie - wszystkiego nie da rady.

Moje wszystkie przydasie leżą grzecznie w szafie i czekają na mnie cierpliwie. Poza tym, co można było zobaczyć na Supełkologii działy się inne rzeczy w moim wolnym czasie.

Jedna bardzo praktyczna: oto wnętrze mojej piwniczki


Samo się nie zrobiło, jak się można domyśleć. Mam tutaj solone warzywa, buraczki tarte i w kawałkach, jabłka do ciasta w wiórkach i dżem do pieczywa, ogórki kiszone i konserwowe, kiszoną paprykę, kilka kompotów, dżemy z rabarbaru i mirabelek, marchewkę pasteryzowaną w całości i w kosteczkach, kiszoną kapustę oraz pomidory w postaci przecieru na zupę i leczo. I jeszcze 3 świeże dynie. I wszystko z mojego ogródka.

Poza tym przybyło nieco książek na moim regale z przeczytaną literaturą:




A na resztę czasu zabrakło.

W Nowym Roku życzę Wam zdrowia, radości i ... dłuższej doby.



niedziela, 22 grudnia 2019

233. Drzewko ze światełkami

Czyli co? Choinka - każdy pomyśli.

A nie! U mnie dąb i wierzba w wazonie.



Lekko przylakierowane na biało, dodane światełka i naturalne ozdoby.

Jeszcze przy zgaszonym świetle:

niedziela, 15 grudnia 2019

232. Z koralików

Pleceniem z koralików to się chyba nie zajmowałam do tej pory. Owszem, były w użytku - ale jako dodatek do frywolitek, albo biżuterii.

A tym razem spróbowałam coś uszyć z nich.


Ta gwiazdka poszła szybko. Na rysunkach było pokazane, jak przeciągać nitkę, żeby powstał taki wzór. Nieco trudniej było z tą drugą śnieżynką.


Nic nie idzie tak sobie łatwo za pierwszym razem. Gwiazdeczka na stole leży ładnie, ale po powieszeniu nieco opadają jej ramiona - znaczy się za słabo naciągnięta nić. Spróbuję wyciągnąć wnioski na przyszłość.

wtorek, 3 grudnia 2019

231. Uparty ogrodnik

Tak, tak - to ja jestem upartym ogrodnikiem.

Mamy 3 grudnia - a ja wczoraj wieczorem przyniosłam z ogródka, z gruntu - nie żeby ze szklarni


SAŁATĘ !



I mam jeszcze! Dwie wprawdzie już tylko, ale jednak.
Latam do niej co wieczór nakrywać, co rano odkrywać i dość dobrze się ma. A jak smakuje!