niedziela, 27 maja 2012

Kartka quillingowa

Jak pewnie zauważyliście - lubię popróbować nowych technik.
Tym razem przyszedł czas na quilling.


Okazją był dzień Mamy oczywiście.
Paski są gotowe do kupienia, ale ja cięłam na gilotynie zwykłe, kolorowe kartki. Ma to swoje wady, no ale jest dużo tańsze.
Nie wiem, czy to odkrywcze, ale wpadłam na pomysł, żeby kwiatki z pojedynczych elementów skleić w całość, a dopiero potem układać na kartce kompozycję. Łatwo mogłam przestawiać je w tą i z powrotem.


W środku natomiast po raz pierwszy udał mi się jak należy embossing.


Pewnie dlatego, że embossowałam na rameczce z tektury beermat z Wycinanki - jest odpowiednio gruba i ładnie przyjęła pisak. Nagrzewnicę zastosowałam domową - czyli żelazko.

niedziela, 13 maja 2012

Octagon AB blue

Takie same jak te, ale inne.





Inne, bo plecionka chainmaille większa.
Inne, bo kryształ inaczej umieszczony.







Chainmaille to wdzięczny element prac.

wtorek, 8 maja 2012

Silver shadow


Prosty kształt, delikatny kolor - efekt uniwersalny.

wtorek, 24 kwietnia 2012

Bieżnik na raty



Nie, nie, nie jest taki drogi, żeby go trzeba było kupować na raty! Na raty był robiony. Robótka była sobie u Mamy w szafce. Co pojechałam do niej, to coś tam kawałków przybyło.




A że nie za często wyciągałam robótkową torebeczkę z szafy - zeszło mi trochę, oj nawet dwie trochy...
Jakieś 2 lata....



No ale jak na to spojrzeć inaczej - to całkiem niechcący, tak przy okazji, bez konkretnych planów powstał całkiem konkretny bieżnik: 150 x 50 cm.

niedziela, 15 kwietnia 2012

Małe, kryształowe komplety



Kryształy Swarovskiego w kolorze silver night zwanym też crystal sini.




A to fuksja. Nazwa rzeczywiście oddaje kolor.

sobota, 7 kwietnia 2012

Pisanki batikowe 2012

Tym razem domowej tradycji stało się zadość, choć nie powiem - w wersji oszczędnościowej.



Zawsze kupowałam 30 jajek - żeby było z czego wybierać. Tym razem - tylko 10, no i trzeba było zadowolić się tym, co jest. Dwie sztuki okazały się uszkodzone, następna pękła w gotowaniu. Z pozostałych siedmiu - dwie zaanektowała córka i dla mnie zostało tylko 5.




Jak widać powyżej - posiadam niezwykle profesjonalne narzędzio do pisania woskiem po skorupkach. Gorący wosk pochodzi z podgrzewacza. Tym razem wosk okazał się trochę miękki po ostygnięciu, ale i tak spełnił swoje zadanie.




No i tegoroczne barwniki zastosowałam inne, niż zawsze. Zielony wyszedł nieco za jasny, ale pozostałe trzy wyszły jak należy. Bibułę zalałam wrzątkiem, dodałam octu i po ostygnięciu kąpałam w tym jajeczka z wzorkami. Po wysuszeniu wosk zawsze zdejmuję.
Wszystkich zniesmaczonych chciałam uspokoić - u nas pisanek się nie je - służą do ozdoby stołu i wszystkich pobliskich półek.

niedziela, 1 kwietnia 2012

Jajkowe karteczki

UWAGA !!!
Post zawiera lokowanie produktu.

Przyszedł czas na jajka - no więc są i u mnie.



Te popękane skorupki to kieszonki - np. na tag, bilecik, co kto woli.




Z drugiej strony - kaczuszki.



Słodkie kaczuszki.




Wszystkim Wam życzę szybkiego uporania się z porządkami i spędzenia Świąt w miłej atmosferze wśród najbliższych osób. W Poniedziałek życzę Wam wody za kołnierzem, ale tylko troszkę, żeby tylko tradycji stało się zadość.

sobota, 24 marca 2012

Karteczka imieninowa

Poszedł w ruch mój straśnie fajny dziurkacz. Możliwość wykonania kółka, owalu, kwadratu, prostokąta i serducha jest bardzo przydatna w sytuacji, gdy posiadanie wykrojnika i maszynki jest niemożliwe. Na moje potrzeby w sam raz.



Ale jeszcze coś. Od niedawna mam też szablony do ręcznego wytłaczania. Oczywiście jest to typowo hobbystyczne narzędzie, bo trudno sobie wyobrazić tłoczenie większej ilości kartek tą metodą. Ale na domowe potrzeby w sam raz. No i jaka satysfakcja! Ten zachwyt niewtajemniczonych - mmmmm....... bezcenny.......




Szablon ten ma 4 różne naroża i co ciekawe - ma dziurki, które można wykorzystać do haftu matematycznego. Co nie omieszkałam uczynić oczywiście. Pokażę go innym razem.

piątek, 16 marca 2012

Oczy, oczy setki ócz...

No, może nie setki, ale dziesiątki na pewno.




Na potrzeby Kogucika - zawadiaki zakupiłam oczy. Przyjrzyjcie się dokładnie - ile tych ślepiów w woreczku jest. Ano - 75 - należy więc, jak mniemam, w projektach swoich uwzglednić cyklopa, tudzież innego potwora, np. trójocznego.
Ale do rzeczy. Skoro pojawiła się taka mnogość oczu - należało postarać się o jakieś pomysły, żeby choć trochę usprawiedliwić (no przed mężem, a jakże) zakup takiej chmary.

Na pierwszy ogień poszedł zeszyt. Zwykły, szkolny.



Na szczęście Maja jest w klasie jedna - można więc było sobie pozwolić na samo imię. I zeszyt ma oczy oczywiście.



Do czytanych książek przyda się dziecku zakładka - sporządziłam zatem w 5 minut nader pocieszną - uśmiechniętą i z oczkami oczywiście.




Pasuje jak ulał.


niedziela, 26 lutego 2012

Kogucik zawadiaka

Wstążeczkowe jajko - karczoch w nieco innej odsłonie.



Styropianowe kółko w części owinęłam wstążką, dolną stronę zaś opięłam klasycznie - karczochowo.



Przyznam, że pracę ułatwia wyrysowanie kresek podziałowych. Dużo łatwiej jest utrzymać kierunek układania poszczególnych wstążeczkowych listków.


Inspiracja kurczakowa pochodzi stąd

środa, 22 lutego 2012

Straśnie fajny dziurkacz

Niedawno zostałam obdarowana dziurkaczem.
O takim:



Można mu zdjąć mechanizm tnący:




Potem przyłożyć papier na brzegu, pod skosem, zgodnie z rysunkami na jego podstawie czy jak kto chce, np. na środku. I ciach! Mamy wzorek!



Żadna filozofia, ot działa jak dziurkacz. Jednak przez te zaznaczenia, jak przykładać papier można otrzymać zaokrąglony kwadrat, kółko, owal, a nawet udało mi się otrzymać serduszko.




No, może prawie serduszko.



Mmmm, podoba mi się.

niedziela, 5 lutego 2012

Ozdoba na dłoń z koronki frywolitkowej

Element nr 1:




Mały element wykonany ze srebra 930. Drut dość gruby - 1 mm z zatopionymi na końcu kuleczkami. Niby filozofia żadna, ale to moje pierwsze "wyroby hutnicze". Do tego srebrne 2 małe kulki i szklany koralik pasujący do koralików w koronce. Owijka też srebrna.


Drugi element to frywolitkowy pierścionek z nieco rozciągliwej koronki.




Całość połaczyłam czarnym łańcuszkiem.




Na bokach koronki dodałam 4 plastikowe kółeczka obrobione węzłem frywolitkowym. Posłużą do przewleczenia wstążeczki.





Wstążeczka trochę się w podróży pogniotła, ale da się naprawić.


Wiem, że ozdóbka przydała się na Sylwestra i niewątpliwie posłuży fotografowi do ozdabiania modelek.

niedziela, 29 stycznia 2012

Koronka frywolitkowa

To jest chyba jedna z lepiej policzonych koronek. Wzór na nią wzięłam gdzieś stąd , teraz nie pamiętam, jaka to pozycja.
Łatwo nie było. Zamieszczono zdjęcie wykonanej koronki i do tego opis w stylu: 9ds,p,9ds,r,ch of 8ds,p,8ds itd. Trochę trwało, zanim wyrysowałam sobie schemat na kartce, ale warto było.



Motyw przewodni powieliłam kilka razy i dołączyłam lustrzane odbicie przez koraliki.

A tu na zdjęciu zaznaczyłam kolejność wykonywanych elementów:



I jeszcze ilości słupków i pikotków, czyli prawie jak schemat.



Wkrótce ciąg dalszy losów owej koronki.

czwartek, 19 stycznia 2012

Plaster agatu

Zatęskniłam za biżuterią.









Fioletowy plaster agatu oplotłam grubym drutem tak, aby stabilnie siedział w kieszonce. Potem cienkim drutem oplotłam gruby drut, dodałam kuleczki, krawatkę, i już. Agat niestety ma wadę w postaci rysy, ale i tak lubię moją ozdóbkę bardzo.


W praktyce nosi się tak:


sobota, 7 stycznia 2012

Sokole oko i kółeczka

Mały powrót do biżuterii, żeby nudno nie było. Kamyczki to sokole oko.
Kwarcowe sokole oko lub kwarcowe jastrzębie oko – niebieskoszara , niebieskozielona lub niebieskobrunatna, nieprzezroczysta odmiana kwarcu. Wykazuje optyczny efekt kociego oka w postaci wędrującej podczas poruszania kamieniem, pasowej migotliwości.
Efekt ten powodują włókniste wrostki nieutlenionego krokidolitu lub crossytu. Kwarcowe sokole oko zazwyczaj współwystępuje z kwarcowym tygrysim okiem.(Wikipedia)




Na zdjęiu wyglądają nieco czarno, ale migotliwa pasiastość na żywo jest widoczna. Nad kuleczką mały element chainmaille ze srebrnych kółeczek. Drobne, ale wdzięczne.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Kalendarz oprawiony!

Korzystając ze świeżo nabytych papierków oprawiłam ów paskudny kalendarzyk na najbliższy rok. Pomysł na taka oprawę zaczerpnęłam od Marszy i postanowiłam spróbować i ja.


Po kolei:

Najpierw przygotowałam papiery, przycięłam je na wielkość okładek i nadodawałam różności: kliszę z tektury beermat, ćwieki, wstążkę i koniecznie moją ulubioną frywolitkę. Kleiłam, cięłam, szyłam - aż w końcu gotowe okładki naszyłam na przygotowany wcześniej materiał.


Okazało się, że materiału nie ma potrzeby obrębiać, bo doskonale brzegi zatopiły się nad płomieniem. Następny krok, to wykonanie zaszewek, aby okładki kalendarza mocno się trzymały. Żeby materiał nie wysuwał się przy grzbiecie - na krawędzie przyprasowałam taśmę podwijającą, materiał zawinęłam i jeszcze raz zaprasowałam.


Potem tylko trzeba okładkę odwrócić na drugą stronę (uwaga! groźba pogniecenia okładek!) - i gotowe!



I powędrował pod choinkę. Dla kogo? No dla zajętego fotografa!