niedziela, 27 października 2013

122. Album dla maluszka

Tak jak obiecałam ostatnio - dziś druga część podarunku.


Tym razem zasypię Was zdjęciami - album bowiem pokażę w całości i dokładnie.


To jest moja największa i najbardziej pracochłonna rzecz, jaką do tej pory wykonałam - z prac papierowych oczywiście. Z efektu jestem zadowolona, czas spędziłam twórczo i miałam z tego mnóstwo frajdy.

No więc po kolei:
Na okładce w środku są rodzice maleństwa - nie zapytałam o zgodę, więc nie publikuję. Dalej - miejsce na zdjęcie chłopca w dniu narodzin:


Pomiędzy następne strony wpięłam metryczkę z wszystkimi danymi urodzeniowymi:


A na drugiej stronie tej metryczki jest schowek za folią na paseczek z rączki ze szpitala. Chyba wszystkie mamy to trzymają, prawda?


I parę szczegółów:



Wszystkie chyba strony są szyte. Krawcowa ze mnie żadna, ale papier szyć uwielbiam. Praca od razu nabiera charakteru.


Ta strona na chrzest została zrobiona pasta akrylową przy użyciu szablonu - tutaj niedawno o tym pisałam. Naprawdę łatwo się to robi i efekt jest doskonały.


Nie obeszło się bez doszycia koronki:


A tu - strona na pierwsze urodziny:


I mały detal - dwie różne wstążki przyszyte z dwóch stron zygzakowym ściegiem.



Serduszka na sznurku są z wykrojnika. Podarowane - maszynka w sferze marzeń. Ale latawce szyłam sama. Są "ogromne" - mają 3-4 cm długości - więc domyślacie się pewnie, jak się doskonale szyje takie coś.




I tu blisko końca znowu wkładka - tym razem do pisania. Mając doświadczenie mamy dwóch córek - wiem, że te cudowne, dziecięce słowa ulatują z głowy, zostają tylko te zapisane. Dziś taka mała, zapisana karteczka przypomina mi, jak starsza na widelec mówiła "dika" a młodsza na ślimaka "śmilak". Piszcie więc rodzice ile się zmieści!


Myślicie, że takie miejsce w albumie jest ryzykowne? Może nie pojadą z małym nad morze? Pojadą - bardzo blisko mieszkają, więc zaryzykowałam.


Była strona letnia, to teraz zimowa.


Te mroźne sople to wylany klej magik posypany szklanymi mikrokulkami od Ayeedy.


Choineczka oczywiście z Wycinanki.


I pomału zbliżamy się do końca - dziecko idzie do przedszkola.


Pamiętacie ten wierszyk?






Podziękowania należą się Wycinance. Pięknie zbindowali mi gotowy album - aby wyglądał profesjonalnie. Bindownica bowiem, podobnie jak maszynka - pozostaje w sferze marzeń.
W Wycinance pracują mili i życzliwi ludzie, a że mam ich blisko - nie było wielkim kłopotem przyjechać do nich osobiście.
Jeszcze raz dziękuję Im bardzo!

Następnym razem będzie opakowanie albumu, karteczki, ubranka i książeczki.



8 komentarzy:

Madtatter80 pisze...

Wow really nice keepsake album you have made love all the pages, the sewing and cars and kits are soooo cute.

Cienka pisze...

Album rewelacja :)
pozdrawiam cieplutko

nuta pisze...

Toż to prawdziwe dzieło sztuki, kartka po kartce!!!!!!!!!!!!! Bardzo oryginalny prezent i wspaniała pamiątka dzieciństwa! Pozdrawiam!

beatas30 pisze...

Album jest cudny, pięknie obszyty-co mnie też bardzo się podoba, dodatki z Wycinanki-u mnie tez zawsze biorą górę, fajnie zaplanowane wydarzenia z pierwszych lat życia. Bardzo mi się podoba:)pozdrawiam:))

lamika88 pisze...

Przepiękny album!:-) Na pewno będzie wspaniałą pamiątką:-)

Elwira-k pisze...

Ileż tutaj świetnych, dopieszczonych i przemyślanych detali!!! Brawo! Pomysł z miejscem na zapisanie słówek genialny. Mi niestety umknęły te słówka, czego ogromnie żałuję...

chanya13 pisze...

Piękny album - dopracowany, z dużą ilością szczegółów, będzie wspaniałą pamiątką

Celestial pisze...

Wspaniały album. Każda strona, każdy detal taki dopracowany. Podziwiam z zachwytem :)